Cóż to był za piękny sen. Nie mogłam się oprzeć by go Wam nie opowiedzieć więc opowiadam :D
Główną rolę oczywiście gra Mike Shinoda, ale może zacznę od początku.
<o taką właśnie miał czape!>
Anna to bardzo miła kobieta, nie chcąc się chwalić miałam okazję, zamienić z nią parę słów podczas jej dyskusji, na temat jednej z książek. :)
Pomachaliśmy do niej zza szyby, na co się uśmiechnęła i powiedziała do Shinody - "thank u" wskazując na mnie. Zrozumiałam, że chodziło jej o to, że dziękuje swojemu mężowi iż poświęcił mi odrobinę swojego cennego czasu. Zrobiliśmy sobie fotki, podpisał mi się w moim magicznym zeszycie, uścisk na do widzenia, po czym wszedł do autobusu. Anna wyszła z niego i stanęła obok mnie. Pomachałam mu i się najzwyczajniej rozkleiłam. <ponownie>. Po czym Mike się uśmiechnął, a ja z jego żoną poszliśmy na miasto.
Widać było, że wraca z zakupów bo miała torbę taką papierową. Szłyśmy razem w milczeniu, ja oczywiście wycierałam łzy bo się jeszcze nie mogłam pozbierać z wrażeń. W końcu znalazłyśmy się pomiędzy takimi zwykłymi blokami (ale na prawdę były ogromne jak wieżowce!)
Stanęłyśmy obok jednego z wejść. widniał na nim numer 2/7. Anna powiedziała, że właśnie tutaj mieszkają. Znów się popłakałam z samego faktu, że wiem gdzie mieszka Shinoda (głupia ja:D ) i wtedy dostałam sms od swojej wychowawczyni. Dopiero zdałam sobie sprawę, że... zgubiłam ich :D było napisane, że w jednym ze sklepów zostawili informacje dla mnie i tam mi wszystko wyjaśnią. Gdy spojrzałam na otoczenie faktycznie na takich jakby flagach reklamowych pisało, ze jedna z dziewczyn się zgubiła i po informacje gdzie znajduje się jej klasa ma zwrócić się do tego i tego sklepu. :D :D. Spojrzałam na okolicę, by zapamiętać to co widzę. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to właśnie brak willi, apartamentu tylko zwykłe bloki. W takich warunkach mieszkał Shinoda, ale był szczęśliwy. I miał (MA!!!) Bardzo ale to bardzo miłą żonę, która już zapraszała mnie na herbatę, bym sobie obejrzała jak mieszkają. Przytuliłam się do niej mówiąc, żeby powiedziała Shinodzie jak mam na imię gdzie mieszkam i w ogóle, żeby o mnie nie zapomniał i... koniec snu. Budząc się miałam autentycznie łzy w oczach :D, ale kurde takie sny to ja codziennie mogę mieć.!
I nawet mi się jakoś tak lepiej wstawało... taka przepełniona byłam spokojem, radością i świadomością (mimo, że nie prawdziwą), że znam Shinodę i będzie o mnie pamiętał :D
Uff mam nadzieję, że ktoś dotrwał do końca. Ja tymczasem się z Wami żegnam i życzę miłego dnia :)
Główną rolę oczywiście gra Mike Shinoda, ale może zacznę od początku.
Jechałam z klasą na wycieczkę do USA. Właśnie przechodziliśmy jedną z większych ulic otoczoną monstrualnymi wieżowcami, kiedy przed nosem śmignęła mi postać Shinody. Jak to ja - desperatka z zawodu :D nawet się nie zastanawiałam co robię tylko pędem pobiegłam za Mike'em :D
Na początku zgubiłam go w tłumie jednak ludzie, którzy mi go zasłaniali wszyscy co do jednego szli w jednym kierunku wiec się przecisnęłam między nimi i go zobaczyłam! :D wsiadał do autobusu z bagażami. Miał na sobie czapkę o jasno brązowym kolorze i siedział całkiem z przodu. Zapukałam w szybę cała zapłakana. Spojrzał na mnie zdziwiony nie wiedząc co się stało. Pokazałam mu na migi, że chciałabym, żeby mi się podpisał. Jak mu pokazałam "niewidzialny długopis a moja ręka służyła za kartkę to zrozumiał" :D
Uśmiechnął się i wyszedł z autobusu. Pierwsze co to powiedział, że jeszcze w życiu nie widział tak zdesperowanej dziewczyny co by chciała jego podpis. Ja oczywiście zdążyłam się już poryczeć, powiedziałam mu, że jestem z Polski, a on tam był raz w życiu i to niesamowite spotkać go od tak, zamienić z nim parę słów. Powiedział, że mnie zapamięta. Potem szukałam kartki w plecaku. Tak się składa, że miałam jedynie swój brudnopis w którym zapisuję opowiadania ołówkiem. Wszystkie kartki były albo rozpoczęte albo całe zabazgrane. Stwierdziłam, że poświęcę opowiadanie i pozwoliłam mu się na nim podpisać. Do głowy przyszło mi, żeby zrobić sobie z nim zdjęcie. (Nie mam zielonego pojęcia, skąd nagle zaczęłam mówić poprawną angielszczyzną, ale to szczegół) Spytałam się czy mogłabym sobie z nim cyknąć fotkę, a on że nie ma sprawy. Taka sweet focia wyszła :D Mike jak zwykle strzelał miny :D
Potem zauważyłam, że na jego miejscu w autobusie siedzi jego żona Anna.
Potem zauważyłam, że na jego miejscu w autobusie siedzi jego żona Anna.
<o taką właśnie miał czape!>
Anna to bardzo miła kobieta, nie chcąc się chwalić miałam okazję, zamienić z nią parę słów podczas jej dyskusji, na temat jednej z książek. :)
Pomachaliśmy do niej zza szyby, na co się uśmiechnęła i powiedziała do Shinody - "thank u" wskazując na mnie. Zrozumiałam, że chodziło jej o to, że dziękuje swojemu mężowi iż poświęcił mi odrobinę swojego cennego czasu. Zrobiliśmy sobie fotki, podpisał mi się w moim magicznym zeszycie, uścisk na do widzenia, po czym wszedł do autobusu. Anna wyszła z niego i stanęła obok mnie. Pomachałam mu i się najzwyczajniej rozkleiłam. <ponownie>. Po czym Mike się uśmiechnął, a ja z jego żoną poszliśmy na miasto.
Widać było, że wraca z zakupów bo miała torbę taką papierową. Szłyśmy razem w milczeniu, ja oczywiście wycierałam łzy bo się jeszcze nie mogłam pozbierać z wrażeń. W końcu znalazłyśmy się pomiędzy takimi zwykłymi blokami (ale na prawdę były ogromne jak wieżowce!)
Stanęłyśmy obok jednego z wejść. widniał na nim numer 2/7. Anna powiedziała, że właśnie tutaj mieszkają. Znów się popłakałam z samego faktu, że wiem gdzie mieszka Shinoda (głupia ja:D ) i wtedy dostałam sms od swojej wychowawczyni. Dopiero zdałam sobie sprawę, że... zgubiłam ich :D było napisane, że w jednym ze sklepów zostawili informacje dla mnie i tam mi wszystko wyjaśnią. Gdy spojrzałam na otoczenie faktycznie na takich jakby flagach reklamowych pisało, ze jedna z dziewczyn się zgubiła i po informacje gdzie znajduje się jej klasa ma zwrócić się do tego i tego sklepu. :D :D. Spojrzałam na okolicę, by zapamiętać to co widzę. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to właśnie brak willi, apartamentu tylko zwykłe bloki. W takich warunkach mieszkał Shinoda, ale był szczęśliwy. I miał (MA!!!) Bardzo ale to bardzo miłą żonę, która już zapraszała mnie na herbatę, bym sobie obejrzała jak mieszkają. Przytuliłam się do niej mówiąc, żeby powiedziała Shinodzie jak mam na imię gdzie mieszkam i w ogóle, żeby o mnie nie zapomniał i... koniec snu. Budząc się miałam autentycznie łzy w oczach :D, ale kurde takie sny to ja codziennie mogę mieć.!
I nawet mi się jakoś tak lepiej wstawało... taka przepełniona byłam spokojem, radością i świadomością (mimo, że nie prawdziwą), że znam Shinodę i będzie o mnie pamiętał :D
Uff mam nadzieję, że ktoś dotrwał do końca. Ja tymczasem się z Wami żegnam i życzę miłego dnia :)




























