I have a dream... a good dream...
Ja i moje sny...
Sen jest to jedna z przyjemniejszych części "spędzania nocy" bynajmniej dla mnie. Jeszcze jak śnią się na prawdę miłe to już całkiem, człowiek po przebudzeniu się jest aż zły, że się wybudził. Ja swój dzisiejszy sen muszę zapisać, żeby go pamiętać bo jeśli tego nie zrobię to pewnie za tydzień, miesiąc czy rok już go nie będę pamiętać a był bardzo miły.
I have a dream... a good dream...
Jego głównym bohaterem był Mike Shinoda. Śniło mi się, że stałam w bardzo dużej grupie osób szykujących się do zdjęcia wraz z zespołem Linkin Park. Wiedziałam, że druga taka szansa może się już nie przydarzyć dlatego przedarłam się przez tłum odnajdując Shinodę. Kiedy mnie zobaczył, zachowywał się tak jakbyśmy się znali od lat... był bardzo miły i przyjazny czego pewnie i w realu nie mogłabym mu zarzucić względem swoich fanów. Stanęliśmy koło siebie przygotowani do zdjęcia, no i potem zaczęła się konwersacja. Opowiedziałam Mike'owi, że jeszcze nigdy nie byłam na ich koncercie. Bardzo bym chciała, ale zawsze jak nie ma kasy, to problem z dojazdem lub jeszcze coś innego. Shinoda uśmiechnął się i powiedział, że właśnie w tej chwili będzie losowanie osób, które będą mogły iść na koncert totalnie za darmo. Przed naszą grupą ludzi, którzy ustawili się do zdjęcia stał pewien jego mość i wyczytywał w sposób bardzo wkurzający - jak ci prowadzące różne konkursy typu mam talent... zwycięzcą jest.... i godzina ciszy aż wydusi z siebie imię i nazwisko. Zatem tak było i tym razem. Facet wyczytywał powoli imiona poszczególnych osób jednak ja nadal nie słyszałam swojego imienia. Chwyciłam rękę Shinody prawie wbijając w nią swoje paznokcie z nerwów. Chciałam jak cholera by mnie również wyczytano i stało się! Padło moje imię i nazwisko. W tym momencie przeszło przeze mnie tyle skrajnych emocji, że sama nie wiem jak to opisać. Radość, ulga, niedowierzanie... rzuciłam się na Shinodę z radości i zaczęłam płakać. Ze szczęścia oczywiście. Mike śmiał się. Nie mógł uwierzyć, że aż tak zależy mi na zaledwie jednej godzinie koncertu... powiedział jedynie - "widzisz? udało się!", a ja zaczęłam tylko jeszcze bardziej płakać. No i sen się skończył bo mi pilot od wierzy zleciał z łóżka... co dziwne obróciłam się na łóżku o 180 stopni mając nogi na poduszce, a głowę podpartą kołdrą.
Lubię takie sny gdzie mogę być w miejscach, w których pewnie nigdy w życiu nie będę. Linkini mają tyle fanów, że nie będą mieli czasu, ani możliwości by zamienić ze mną zbyt wielu słów, Shinody nie da się dotknąć bo ochroniarze się do niego przykleją, a ja nie umiem angielskiego a oni polskiego by się dogadać aż tak idealnie :D po to są właśnie sny. By marzyć, by mieć kawałek swojego własnego świata w sposób prawie że namacalny. Sny są by uwierzyć w siebie, swoje możliwości i że świat nie jest wielkim potworem, który pożera wszystkich i wszystko w całości poprzez jedno spojrzenie. Warto marzyć i śnić... nie wiadomo kiedy i w jaki sposób czasem jeden z Twojego snu może przydarzyć Ci się na prawdę :) ja tymczasem zostawiam Was z masą Shinodowych zdjęć gifów:)
Miłego dnia :)










3 komentarze
Lol:D Niezły sen :P Mi to się czasem takie głupoty śnią, że wstyd komukolwiek opowiedzieć ;)
OdpowiedzUsuńJa nie pamiętam swoich snów, jak już to te sporadyczne.. Całe życie Gosiu przed Tobą, masz czas by spełnić marzenie i udać sie na koncert LP. :)
OdpowiedzUsuńwszystko jest do spełnienia! Po prostu jeżeli czegoś naprawdę pragniesz, tak bardzo jak powietrza, to osiągniesz to. Jeżeli jednak jest to tylko takie pragnienie- fajnie by było - to są nikłe szanse, że to zrealizujesz, bo się nawet nie ruszysz, by coś zdziałac a usprawiedliwienie, to tysiąc argumentów...
OdpowiedzUsuńTakże :D działaj, jeżeli jest to coś tak ważnego dla ciebie jak tlen.
Będzie mi bardzo miło jeśli po przeczytaniu wpisu zostawisz tutaj swoje zdanie na jego temat, jest to dla mnie motywacja do dalszego pisania, jak i nauka jeśli coś jest nie tak.
Pozdrawiam - Powerfulleyes